<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>STORY | FAIRY TALES | FANTASY | ROMANTIC | WORLD</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl</link>
<description> STORY | FAIRY TALES | FANTASY | ROMANTIC | WORLD</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>CHANGE ME</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=805#p805</link>
<guid isPermaLink="false">805@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Przez ostatnie dwa tygodnie w domu rodzinnym panował sajgon, urządzanie nowego domu i przewożenie mebli i innych szpargałów. Na początku ta mała przeprowadzka wydawała się dla niej przyjemnym zajęciem, lecz z czasem i natłokiem obowiązku była męczarnią.&nbsp; Mariko siedziała właśnie za kierownicą samochodu, mając nadzieję na szybkie dotarcie do nowego domu.&nbsp; Na tylnim siedzeniu i w bagażniku przy każdym szybszym manewrze rozlegał się głos przesuwanych pudeł i walizek. Dziewczynę dzisiaj czeka jeszcze kilka obowiązków, a mianowicie rozlokowanie swojej garderoby.&nbsp; Chwilę później wjechała na obrzeża miasta a z oddali widniał dom, których dobrze znała. Często tu przyjeżdżała, jako mała dziewczynka z rodzicami do dziadków. Teraz jej dziadkowie już nie żyją a dom został wyremontowany i odnowiony od środka. <em>&#8222; Rodzinne niedzielne obiadki, co. Tak to były czas.&#8221;</em>&nbsp; Mruknęła i uśmiechnęła się pod nosem. Zaparkowała na placu i wysiadła z samochodu, przeciągnęła się leniwie po długiej podróży. Wyprostowała się i oparła ręce na biodrach, spojrzała na mały domek, który stał przed nią w całej swej okazałości. <br />-I pomyśleć, że spędzę tu kolejne moje 3 czy 5 lat życia. &#8211;Uśmiech, który jeszcze przed chwilą malował się na jej twarzy znikł.<br /> <br />Mariko była szczęśliwa, że zamieszka w domu z, którego ma tyle miłych wspomnień, lecz z drugiej strony będzie w nim sama, całkiem sama. Bała się tego, ale wiedziała, że w każdej chwili może liczyć na swoich rodziców, którzy i tak mają teraz pełne ręce roboty. Mama pracuje i opiekuje się małym 3 letnim synkiem Tomim a tata całymi dniami siedzi w pracy lub pracę przynosi do domu. Więc, dziewczyna uwielbiała, gdy weekendy spędzali razem rodzinnie. <br /><br />Kilkoma szybkimi skokami po schodach znalazła się przed drzwiami, chwilę później była już w środku. Skierowała się do kuchni by napić się szklanki zimnej wody po podróży, gdy usłyszała, że w pokoju ktoś jest. Serce jej zamarło. Małymi kroczkami skierowała się do pomieszczenia.<br />- Halo, czy ktoś tu jest.? &#8211; Zaczęła drżącym głosem.<br />Rozejrzała się niepewnie po mieszkaniu, gdy za drzwi wybiegł nieudolnie mały Tomi przyklejając się od razu do nogi dziewczyny. <br />-Tomi&#8230;.?? Co ty tutaj robisz?- Rozejrzała się jeszcze raz po mieszkania później spojrzała na brata.- No dobra, możecie już wychodzić synek już was zdradził.<br />Wzięła małego na ręce i szybko przemaszerowała do drugiego pokoju. Gdy tylko przekroczyła próg mieszkania rozległy się gromkie brawa i okrzyki. <br />-Witaj kochanie w domu.<br />-Haha napędziliśmy ci trosze strachu. <br />Mariko roześmiała się na widok mamy i taty.<br />-Haha, tato nawet nie wiesz jak bardzo mnie przestraszyliście. Mamo proszę, to chyba wasza zguba. &#8211;Podała Tomiego mamie. <br />-Widzisz, ty mały łobuzie. Przez ciebie twoja siostra nas znalazła, choć dam ci kanapeczkę, co?<br />-Łobuz, łobuz.- rozległ się śmiech małego.<br />-Rozumiem, że masz kilka bagaży jeszcze w samochodzie.- Rozległ się głos ojca.<br />-Tak, moje ubrania i jeszcze troszkę takich drobiazgów. &#8211; Uśmiechnęła się. <br />-To, choć szybko wniesiemy rzeczy i idziemy na pyszne kanapeczki twojej mamusi.<br />Zeszli do samochodu i wnieśli wszystkie pudła z walizkami. A następnie zrobili napad na kanapki.&nbsp; Panowała wesoła atmosfera, a mały jak zawsze na psotnika przystało nie dawał o sobie zapomnieć. <br />-Tomi, nie wkładaj paluszków do nosa. To nie ładne i bee.- Mama wytarła mu nosek i łapki.<br />-Ale ja mam taką dziką koziche. Mały znów wsadziła palec do nosa.<br /> Wszyscy popatrzyli na siebie i ryknęli gromkim śmiechem.&nbsp; Tomi zawsze potrafił rozśmieszyć ich do łez. Posiedzieli jeszcze chwilę i nadszedł czas na podróż powrotną.<br />-No nic kochana, będziemy się zbierać. Ty musisz jeszcze troszkę się tu rozgościć. Wpadniemy w weekend.- Tata podniósł się z fotela. <br />-Dobrze, będę czekać z niecierpliwością.&nbsp; Ja muszę iść dzisiaj jeszcze do dziekanatu odebrać mój indeks. <br /><br />Pożegnali się, a mały Tomi starał się dać buziaka w miarę swych możliwości. Odprowadziła ich do samochodu, który stał z tyłu domu. Mały przykleił się do szyby od strony wewnętrznej, co znowu wywołało śmiech. Pomachała i zamknęła bramę.&nbsp; Zrobiło jej się troszkę smutno. Popatrzyła w niebo, które zaczęło przybierać szarawe odcienie chmur zapowiadających deszcz. Wskoczyła szybko do domu po parasol i torebkę, zamknęła drzwi i skierowała się w stronę uczelni.]]></description>
<pubDate>Âroda 9 Lipiec</pubDate>
<comments>Âroda 9 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>Nasze postacie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=804#p804</link>
<guid isPermaLink="false">804@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Imię:</strong>&nbsp; Mariko<br /><strong>Nazwisko:</strong> Izumi<br /><strong>Wiek:</strong> 19<br /><strong>Rasa:</strong> Człowiek<br /><strong>Orientacja:</strong> Człowiek<br /><br /><br />Świeżo upieczona studentka, przeprowadziła się do nowego mieszkania ze względu na podjęcie studiów. Zawsze uśmiechnięta i tryskająca życiem osoba.]]></description>
<pubDate>Âroda 9 Lipiec</pubDate>
<comments>Âroda 9 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>REGULAMIN</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=803#p803</link>
<guid isPermaLink="false">803@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozumiem :D]]></description>
<pubDate>Âroda 9 Lipiec</pubDate>
<comments>Âroda 9 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>CHANGE ME</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=802#p802</link>
<guid isPermaLink="false">802@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Shotaro stanął przed drzwiami wejściowymi swojego mieszkania. Zdjął słuchawki z uszu, zawieszając je na szyi i nacisnął klamkę, jednak podniesione głosy wydobywające się zza ścian zatrzymały go wpół gestu.<br />Jego rodzice znów się kłócili, co nie było niczym nowym. Odkąd jego ojciec miał problemy z długiem, który zaciągnął, kiedy bez opamiętania hazardował, nie obyło się bez codziennych sprzeczek. &quot;Znajomy&quot; ojca pożyczył mu pieniądze, ale nic nie mogło się skończyć dobrze. Okazał się on bowiem członkiem miejscowej mafii. <br />Sho nienawidził swojego ojca za to, że zniszczył ich życie przez własną przyjemność. Od tej pory musieli się bez przerwy przenosić, by nie zostać złapanym, ponieważ, nawet jeśli oboje z rodziców pracowali ciężko na pieniądze, nie byli w stanie spłacić narastającego długu.<br />Z tego powodu Shotaro nie miał przyjaciół, nie mógł iść do żadnej ze szkół, a ciągłe przeprowadzki nie wpływały dobrze na ich życie. Mieszkali w skromnym mieszkaniu z dala od centrum miasta, byle tylko nie rzucać się w oczy.<br />Zacisnął zęby i nacisnął klamkę. Oznajmiając swoje przyjście, dosadnym zamknięciem drzwi, zakończył sprzeczkę rodziców. Ci ucichli i rozeszli się w dwie strony mieszkania.<br /> - Wróciłem - mruknął, nie oczekując, że ktoś go usłyszy. Zaraz poszedł do swojego pokoju.<br /><br />Niedługo potem w progu pojawiła się jego matka. Wychudzona kobieta, z szarą cerą i smutkiem w oczach nie wiedziała, jak zacząć. Oparła się więc o framugę drzwi i czekała, aż syn zwróci na nią uwagę.<br />Tak jak oczekiwała, Sho podniósł głowę zza tygodnika sportowego i spojrzał na nią w oczekiwaniu.<br />Zaczęła bez wstępów.<br /> - Razem z tatą postanowiliśmy się przenieść trochę dalej. - Odwróciła wzrok w stronę widoku zza okna.<br />Podniósł się z łóżka i zamknął pisemko. Westchnął i spojrzał na ścianę przed nim.<br /> - Kiedy mam się szykować? - Nie miał żadnych pytań. Wiedział, że i tak nie dostanie odpowiedzi. O ich tragicznej sytuacji musiał dowiadywać się poprzez podsłuchiwanie rozmów rodziców.<br />Kiedy kobieta już odwracała się, by wyjść, coś zwróciło jej uwagę.<br /> - Skąd to masz? - podeszła szybkim krokiem do jego biurka, podnosząc zauważoną na nim komórkę. Zbladła, a po chwili obróciła głowę w stronę leżącego Sho. Pierwszy raz od jej przybycia spojrzała mu w oczy. - Mów!<br />Tak, zdarzyło mu się kraść. Była to pewnego rodzaju odskocznia od złej sytuacji w rodzinie, a przez fakt, że przez tę sytuację, było u nich ciężko z pieniędzmi, musiał starać się o potrzebne rzeczy sam. Miał też problem z narkotykami, ale kradzież była u niego częstsza. Dlatego też w pewnym względzie przeprowadzki były mu na rękę.<br />- Nieważne. Nie muszę wam niczego mówić. - Wstał i zabrał z dłoni matki swoją komórkę. Wrócił na łóżko.<br />Matka nie robiła mu już pretensji, wiedząc że niczego się nie dowie. Wyszła z pokoju bez słowa.]]></description>
<pubDate>Wtorek 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Wtorek 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>Nasze postacie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=801#p801</link>
<guid isPermaLink="false">801@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Imię:</strong> Shotaro (w skrócie Sho)<br /><strong>Nazwisko</strong>: Isae<br /><strong>Wiek:</strong> 19<br /><strong>Rasa:</strong> człowiek<br /><strong>Orientacja:</strong> hetero<br /><br />Wraz ze swoją rodziną nie zagrzewa w jednym miejscu dużo czasu, można więc stwierdzić, że prowadzi tryb wędrowniczy. Nie dogaduje się z nią jednak zbyt dobrze. Typ samodzielnego człowieka, samotnik, często wpada też w złość.]]></description>
<pubDate>Wtorek 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Wtorek 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>Nasze postacie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=800#p800</link>
<guid isPermaLink="false">800@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Tutaj opisujecie pokrótce swoje postacie do opowiadania &quot;Change Me&quot;.<br /><br />Imię: <br />Nazwisko: <br />Wiek: <br />Rasa: <br />Orientacja: <br />&lt;kilka słów dodatkowo&gt;<br />&lt;opcjonalnie zdjęcie postaci&gt;]]></description>
<pubDate>Wtorek 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Wtorek 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>REGULAMIN</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=799#p799</link>
<guid isPermaLink="false">799@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Akceptuję.]]></description>
<pubDate>Wtorek 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Wtorek 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=798#p798</link>
<guid isPermaLink="false">798@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[W odpowiedzi odwzajemniła tylko uśmiech. W oczach dziewczyny pojawiły się iskierki, a w duchu czuła niesamowitą radość z tego spotkania. <br />- No dobrze. <br />Usłyszała za pleców.<br />- Co powiesz na gorącą czekoladę?<br />Chłopak chwycił Karin za rękę i pociągną przed siebie. Dziewczyna poczuła jak momentalnie mocniej bije jej serce, a endorfiny chyba przekroczyły dopuszczalną wartość tolerancji. <br />-Z wielką chęcią.- Uścisnęła jego dłoń. <br /><br />Chwilę później znaleźli się w małej kafejce, Karin po wejściu rozcierała zmarznięte dłonie. Rozejrzała się dookoła. Wszędzie były ciepłe kolory, w wazonie świeże kwiaty, to wszystko sprawiało że wchodząc do pomieszczenia zimno przestawało doskwierać. Usiedli w narożniku, a kelnerka od razu przyniosła menu. <br />Dziewczyna powiesiła kurtkę na wieszaku i usadowiła się przy stole próbując ułożyć swoje rozwiane kosmyki na których jeszcze przez krótką chwile zalegały płatki śniegu.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 Luty</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=797#p797</link>
<guid isPermaLink="false">797@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Shin zaśmiał się cicho, owijając szczelniej szyję szalikiem. Jego oddech przybrał kształt białej chmury i owionął jego twarz wraz z podmuchem wiatru.<br />Miał wrażenie, jakby świat się nagle zatrzymał, a jedyni osobami, które tego nie odczuły są oni sami. Schował ręce w kieszeniach płaszcza.<br />Jakie to zabawne, że czas, który spędził poza domem, z dala od Karin wydał się nagle taki odległy. Jakby trwał jedynie krótką chwilę. <br />Jakby zupełnie go nie było.<br />Nie potrzebował słów, żeby znów poczuć tę więź, jaką udało im się zbudować w ich krótkiej znajomości. Wcześniej, choć wyobrażał sobie ich ponowne spotkanie, kiedy on miał ją przeprosić za brak odzewu, teraz straciło to sens, kiedy zrozumiał, że ona go rozumie.<br />A może tylko mu się wydawało?<br />Pocierając zziębnięte dłonie, spojrzał na budynek szkoły. Następnie zwrócił wzrok na dziewczynę.<br /> - No nie powiesz mi chyba, że pod moją nieobecność siedziałaś grzecznie w szkole? Przez naszą znajomość nie zdążyłem cię jeszcze rozeźlić?<br />Uśmiechnął się z udawaną wątpliwością na twarzy.<br /> - No dobrze. - Chwycił ją za rękę skrytą w rękawiczce. - Co powiesz na gorącą czekoladę?]]></description>
<pubDate>Niedziela 16 Luty</pubDate>
<comments>Niedziela 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=796#p796</link>
<guid isPermaLink="false">796@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dziewczynę ogarnęło dziwne uczucie, radość, ciepło które rozpierało ją od sierotka a to tylko za sprawą chłopaka ? Z niecierpliwością rozglądała się po korytarzu gdy nagle poczuła mocny uściska na swym ramieniu. <br />Usłyszała głos chłopaka;<br />- Mam coś dla ciebie.<br />Karin spojrzała na Shina zaskoczona,ale po chwili chyba już wiedziała co to jest za niespodzianka. Zaciągnął ją przed klasę w której na ogół odbywały się zajęcia geografii, zabrał od niej atlasy i śmiałym krokiem wszedł do klasy. <br />Na początku dziewczyna stała jak wryta, za drzwiami ale jednak ciekawość była większa. Wychyliła się za otwartych drzwi dokładnie w tym momencie kiedy chłopak wygłaszał swoją intencję:<br /> Czy mógłbym pożyczyć jedną z uczennic... do końca zajęć?<br />Karin wmurowało. <em>Pożyczyć mnie? </em> Ale nie zastanawiała się nad tym dłużej, gdyż poczuła na sobie nienawistny wzrok wszystkich dziewczyn obecnych w klasie. <br /><br />Tak jak szybko Shin znalazł się w klasie tak szybko z niej wyszedł a Karin za nim. <br />- Załatwię to, więc się nie martw. <br />Dziewczyna ujrzała pierwszy raz od paru miesięcy jego uśmiech, który był spontaniczny. Szybko odwzajemniła go. Skierowali się do drzwi wyjściowych, a Karin jeszcze przed wyjściem skoczyła szybko do szatni po płaszczyk i buty zimowe. Owinęła się niedbale szalikiem i wyszli na zewnątrz. <br />Śnieg właśnie chyba dawał swój koncert, w którym główną rolę grały delikatne dźwięki zamienione w płatki śniegu dryfujące w powietrzu. Aura była magiczna, a Święta które się zbliżały dodawały tym chwilą jeszcze większego uroku. <br />Karin czuła jak pod jej nogami delikatnie skwierczy świeży śnieg, a jej długie kręcone włosy przyozdobiły się białymi śnieżynkami. Spojrzała w stronę chłopaka który stał obok niej wpatrzony w jej postać. <br />-Shin, ty jesteś szalony. -Zaśmiała się na głos. - Dyrektor będzie zły.]]></description>
<pubDate>Wtorek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Wtorek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=795#p795</link>
<guid isPermaLink="false">795@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Shin przytaknął i odwrócił się. Spodziewał się zobaczyć oddalającą się sylwetkę Karin bądź jej zupełny brak, kiedy jednak zobaczył, że czeka na niego, spojrzał na nią z uwagą. Przez chwilę oboje mierzyli się wzrokiem.<br /><br /><em> - I pamiętaj, co ci powiedziałem.<br /> - W porządku.</em><br /><br />Nie czekając na pożegnanie, rozłączył się i schował telefon do kieszeni wewnątrz marynarki. Odkąd wyjechał na delegację z ojcem, nie rozstawał się ze swoim garniturem, więc przywykł do ubierania się jak syn biznesmena nawet w takich błahych sprawach, jak szkoła.<br />Wrócił do dziewczyny.<br /> - Mam coś dla ciebie - odparł pokrótce i pociągnął ją za sobą bez większych wyjaśnień.<br />Rzucił jeszcze okiem na trzymane przez nią atlasy i pewnie ruszył korytarzem, rozglądając się dookoła. Stanęli przed salą, w której odbywały się zawsze zajęcia z geografii. Uśmiechnął się znacząco do Karin i odebrał od niej atlasy. Następnie zapukał do drzwi i wszedł do środka.<br /> - Dzień dobry - ukłonił się nieznacznie i podszedł do oniemiałego nauczyciela, która właśnie wykładał uczniom lekcję, by oddać książki. - Czy mógłbym pożyczyć jedną z uczennic... do końca zajęć?<br />W tym samym momencie Karin wychyliła się zza wpół otartych drzwi. Starszy mężczyzna zlustrował ją wzrokiem.<br /> - Jeżeli tylko dyrektor wyrazi zgodę... ja nie mam na to wpływu, póki nie uzyskam zgody rodzi-<br />Nie dokończył, ponieważ chłopaka już nie było. Mimochodem rzucił podziękowanie i zniknął tak szybko, jak też się pojawił.<br />Uczniowie spojrzeli w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał Shin. Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo, niektóre zaczęły w podekscytowaniu ze sobą rozmawiać.<br />Dalsze zajęcia wydały się jakby ciekawsze...<br /><br />Oboje skierowali się w stronę drzwi wyjściowych. Widząc zdezorientowaną minę Karin, pocieszył ją.<br /> - Załatwię to, więc się nie martw. - Uśmiechnął się do niej. <br />A dawniej nie sądził, że uśmiechnie się jeszcze kiedyś szczerze.]]></description>
<pubDate>Wtorek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Wtorek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=794#p794</link>
<guid isPermaLink="false">794@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Karin nie raz myślała o ich spotkaniu, ale nawet przez myśl jej nie przyszło że odbędzie się to w taki sposób. Odbierając od chłopaka atlasy delikatnie skinęła głową dziękując. Stała teraz jak istna figura woskowa wpatrzona&nbsp; w oczy chłopaka, których spojrzenia nieraz gniewnego bardzo brakowało.<br /> Nastała cisza którą przerwał głos Shina:<br />- Chyba się gdzieś teraz spieszysz... - To nie najlepszy moment na rozmo-<br />Lecz dalszą wypowiedz urwał dźwięk telefonu. Karin widziała tylko plecy chłopaka który coś gestykulował w oddali<em>. I to w takim momencie, eh ja to mam szczęście. Kurde muszę iść do klasy, ale co z Shinem ? </em><br />Dziewczyna nie wiedziała którą ma wybrać opcję, tak czy siak będzie źle. Tylko która decyzje będzie ją kosztować mniej. Dawno nie widziała się z chłopakiem a na dodatek miała ogromną ochotę z nim porozmawiać. <br /><br />Rozejrzała się po korytarzu, błądziła namiętnie wzrokiem jakby miała znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytanie. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka. Uśmiechnęła się pod nosem. <em>Shin co ty ze mną robisz ? </em> <br />Pokiwała głową nie dowierzając swojej decyzji.<br /> <em>Trudno, ostatecznie mogę powiedzieć nauczycielowi, że porwali mnie kosmici. </em>]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 28 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 28 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=793#p793</link>
<guid isPermaLink="false">793@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Chłopak skinął głową i oddał Karin atlasy, które przetrzymywał w swoich dłoniach. Ich nagłe spotkanie było dla niego taką niespodzianką, że nie zdawał sobie sprawy, iż ciągle je trzymał. <br />Dlaczego tak się zaskoczył?<br />Przez całą drogę powrotną wyobrażał sobie ich spotkanie. Przyjeżdża do niej niespodziewanie, albo dzwoni, by spytać, co dzisiaj robi. Jednak dzisiaj, mając w pamięci ich pierwsze spotkanie, jego wyobrażenia zeszły na dalszy plan.<br />Rzucił okiem na książki, które dziewczyna już pozbierała i trzymała w dłoniach.<br /> - Chyba się gdzieś teraz spieszysz... - odparł z nieukrywanym zawodem w głosie. - To nie najlepszy moment na rozmo-<br />Zdanie urwał dźwięk jego telefonu. Spojrzał jeszcze raz na Karin i oddalił się, odbierając połączenie.]]></description>
<pubDate>Sobota 26 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Sobota 26 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=792#p792</link>
<guid isPermaLink="false">792@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Fanfick jest w pełni zmyślony, dlatego wydarzenia, fakty w nim przedstawione mogą się różnić od tych z serii.<br />Polecam,<br />Patrycja Wielgos.<br />Ale serio, są zmyślone.<br />Levi ma piżamę w pandy.<br />ZMYŚLONE ZMYŚLONE<br /></strong><br />______________________<br /><br />Zawsze myślałem, że wiązanie się z ludźmi jest uciążliwe. <br />Trzeba dbać o swoich przyjaciół oraz o więzi z nimi &#8211; o delikatne nicie zdolne zerwać się w każdej chwili. Dlatego zawsze byłem sam. Sądziłem, że tak jest lepiej &#8211; i dla mnie, i dla innych. Teraz wiem, że nie miałem racji.<br />Kapral Levi Rivaille. <br />Podobno nazywany jestem Największą Nadzieją Człowieczeństwa. Nie powiem, że nie jestem tego świadom. Jest to sława okupiona ogromnym wysiłkiem i porzuceniem wcześniejszych idei, nawet jeśli na ustach ludzi to tylko zwykłe słowa. Pozytywnie kojarzony czułem cię doceniony i wreszcie rozumiałem, że mój trud nie poszedł na marne, jednak niechlubne słowa potrafiły mną wstrząsnąć; poświęcałem się dla dobra ludzi, a mimo to łgali na prawo i lewo.<br />Przyznaję, że czasem napędzałem ich swoim zachowaniem. Starałem się być oschły i nie okazywałem swych emocji. <br />Mówią, że dobry żołnierz, to ten, który nie waha się zabić. Może dlatego zabiłem ich tak wiele?<br />Tytani, gigantyczne monstra, które wdarły się przez mury do miasta, by zaspokoić swoją zachciankę &#8211; pożeranie ludzi. Nie robią tego, by przeżyć. Robią to dla rozrywki. To sprawia, że jeszcze bardziej ich nienawidzę, bo przypominają ludzi &#8211; swoje ofiary, a nimi nie są. To po prostu potwory. <br />A ja je zabijam.<br /><br />_. &#9702; * &#9702; ._<br /><br /><br />Zanim zostałem żołnierzem, brałem udział w podziemnych przestępstwach. Nie byłem zadowolony z takiego życia, więc kiedy zostałem przechwycony przez dowódcę Legionu, w głębi poczułem ulgę. Nie ukarano mnie tak, jak się tego spodziewałem, za to zaciągnięto mnie na rekruta do armii. Wcześniejsza ulga ulotniła się i pierwszy raz od długiego czasu bałem się przyszłości, bo to znaczyło, że już wkrótce na poważnie będę ryzykować swoim życiem.<br /><br />Początki były ciężkie, ale wkrótce stwierdzono, że mam talent. Z tym przekonaniem przebrnąłem przez treningi i postawiono przede mną wybór &#8211; ratować i ryzykować życie czy być ratowanym i patrzeć na trudny innych.<br />Wtedy przypomniałem sobie, co czułem jako dziecko. <br />Niby mieszkałem w rozległym mieście chronionym przez mury, dające, teraz już wiem, że fałszywe, poczucie bezpieczeństwa, ale ja odczuwałem to inaczej. Byłem zamknięty wśród kamiennych granic, bez możliwości poznania świata. Sprawiały, że się dusiłem w tym miejscu. Chciałem zaczerpnąć innego powietrza. Chciałem zniszczyć tych, którzy ograniczyli ciekawość ludzi.<br />Dlatego dołączyłem do Legionu Zwiadowców.<br />To jednak nie sprawiło, że poczułem się lepiej. Choć może przez chwilę. Widziałem w oczach ludzi nadzieję i byłem zdolny uwierzyć, że uda nam się naprawić ten zepsuty kawałek świata, że przywrócimy wstrzymywane w płucach westchnienie ulgi.<br />Wciąż wierzyłem przechodząc przez bramy muru. Otworzyły się przed nami szeroko &#8211; przed żołnierzami niosącymi ocalenie &#8211; rodząc w nas perspektywę alternatywnego świat&#8230; bez tytanów. <br /><br />Byłem głupi.<br />Na moich oczach ginęli żołnierze, ludzie, którzy wskrzesili we mnie wiarę w naszą siłę; których lubiłem, choć tego nie okazywałem. Żałowałem wtedy, że tak się stało. Że zaryzykowałem zacieśnieniem więzi. Ale to doświadczenie sprawiło, że poznałem okrutną prawdę.<br />My marzyliśmy o pięknym świecie, ale nie mieliśmy tyle siły, żeby go stworzyć. Byliśmy tylko głupcami. Nawet nadzieja nie zechciałaby być teraz naszą matką.<br />Gdy tylko tytani okrążyli nasze legiony, straciliśmy ją &#8211; tę nadzieję. Strach pożarł nasze dusze i trzymał je w swym żołądku, śmiejąc się z cierpienia. Widziałem to w ich oczach &#8211; oczach tytanów. To samozadowolenie ze swojej siły.<br />Wtedy postanowiłem walczyć.<br />Widok zmasakrowanych ciał przyjaciół napędzał moją siłę do walki z potworami. I wtedy wiedziałem, że chęć mordowania będzie mi towarzyszyć już zawsze.<br /><br />- Cz-czy byłem w stanie... pomóc ludzkości? A jeśli umrę&#8230; czy umrę z honorem?<br />- Zrobiłeś wiele i nadal będziesz to robić. Determinacja, którą zostawiasz za sobą da mi siłę. Obiecuję ci... Unicestwię tytanów!<br /><br />Obiecałem wyrżnąć ich wszystkich. Towarzyszom, którzy pozostali za murami na wieki.<br /><br /><br />_. &#9702; * &#9702; ._<br /><br />Od tego momentu myślałem realnie: &#8222;zabić, żeby przeżyć na tym okrutnym świecie&#8221;. Nie snułem już marzeń o życiu bez granic. Jedyną rzeczą jaką pragnąłem, to zemścić się za krzywdy ludzkie.<br />To chyba sprawiło, że nie straciłem danej mi determinacji ani na moment i została ona doceniona przez biernych mieszkańców. <br />Okrutne było to, że żyli tak, jak ja zwykłem żyć wcześniej. <br />I przez to jeszcze bardziej zamknąłem się w sobie. Z żołnierzami porozumiewałem się tylko w walce. Starałem się działać sam, żeby nie musieć doświadczyć ponownie utraty więzi.<br />Widziałem jak inni legioniści jednali się ze sobą, rozmawiali i śmiali się, na moment zapominając o rzeczywistości. Denerwowało mnie to, że nie myślą, tak jak ja. Uważałem, że byli głupcami, bo prędzej czy później będą musieli stawić czoła tej rzeczywistości.<br /><br />Mieszkańcy powoli tracili wiarę w normalne życie. Tytani przedarli się przez mury do miast. Setki ofiar zostały pochłonięte w ich paszczach, pozostawiając kałuże krwi, strach i bezsilność. <br /><br />Stało się.<br />Zatraciłem się w swojej sile i nienawiści. <br />Walczyłem, póki nie widziałem efektów, ofiar. Zdarzyło mi się poświęcić życie kompana na rzecz sukcesu. Chciałem po prostu zemścić się na tych bezmyślnych potworach. Ale za co? Za los ludzi? Zadawałem sobie wtedy pytanie, dla kogo ja walczę? Dla siebie? Dla człowieczeństwa? Czy dla satysfakcji?<br />Wciąż byłem Nadzieją Ludzkości, jednak mieszkańcy nie sławili mnie już tak chętnie, gdyż i oni zaczęli tę nadzieję tracić. <br />Nie pamiętam wiele z tego czasu. Morze krwi przysłoniło mi oczy, a ja machałem mieczami oślepiony. <br />Niektórzy żołnierze poszli w moje ślady. <br />Z każdej wyprawy na teren wroga wracaliśmy zmęczeni walką. Płacz innych za zabitymi nas męczył, staliśmy się skorupami bez wnętrza. Echo bicia serca zalegało wewnątrz nas, jakby ta oznaka życia miała się zaraz wypalić. Mogliśmy żyć tylko dzięki determinacji. Uczucia wypłowiały na tym niezmiennym słońcu. <br />Czy kiedyś będzie lepiej?<br />Nie zadawałem sobie tego pytania już więcej.<br /><br />_. &#9702; * &#9702; ._<br /><br />Otworzyłem oczy, kiedy pojawił się ON. Kolejna Nadzieja Ludzkości. Tak go wtedy nazwano i wszystkie pary uszu usłyszały jego imię. <br />Eren Jäger.<br /><br />Było tak samo, jak ze mną. Wiara znów błyskała z oczu ludzi, lecz i zdarzali się tacy, którzy kpili z tego powodu. On jednak nie sprawiał wrażenia, że go to przygasza. Byłem zdolny uwierzyć, że zdoła coś naprawić.<br />Mógł stać się tytanem i stanąć po stronie ludzkości, by jej bronić przed swoją własną rasą. Miażdżył ich ciała jak pluszowe zabawki. Deptał głowy jak balony z powietrzem. Ryk z jego gardła paraliżował ludzi. Był jak ucieleśnienie naszego gniewu.<br />Władze jednak sceptycznie podchodzili do jego mocy. Nie wierzyli, że mógłby zaradzić tytanom. Nawet, gdy pierwsza misja z jego udziałem zakończyła się sukcesem, doszukali się w niej negatywów. W każdej chwili mógł stracić panowanie nad sobą i wtedy snucie planów nad walką z tytanami mogłyby spalić na panewce.<br />Dlatego, gdy został pochwycony w ręce sądu, pomogłem mu przetrwać. Rozjaśnił mój umysł, gdyż zdawał się wierzyć w swoją siłę. Sprawiło to, że stopniowo zapominałem o tej nienawiści i życiu we własnej skorupie. Przez chwilę znów zacząłem marzyć o nowym świecie. <br />Dołączył do Legionu Zwiadowców wraz ze znajomymi ludźmi u swym boku. <br /><br />Obserwowałem go uważnie.<br />Był inny niż te wszystkie dusze wymęczone strachem. Stawał się coraz bardziej zdeterminowany w swoich działaniach, walczył dzielnie, bezlitośnie, a tym co różniło go ode mnie, była otwartość na ludzi. <br /><br />- W taki sposób nie będziesz w stanie ratować ludzkości &#8211; mówiłem mu.<br />- Właśnie, że będę. Przyjaźń daje niesamowitą moc i determinację. Pozwala ci wierzyć w to, że wspólną siłą damy radę &#8211; odpowiadał.<br />Powtarzał to uparcie, za każdym razem, gdy próbowałem mu udowodnić błąd. Nie zmieniał swojego zdania nawet, gdy na jego oczach ginęli ludzie. Wciąż miał siłę, żeby walczyć.<br />I ja zaczynałem w tę siłę wierzyć.<br /><br />_. &#9702; * &#9702; ._<br /><br /><br />Walczyliśmy zawzięcie poza murami, jednocześnie zbierając informacje. Czułem, że byliśmy tak blisko celu, jednak nie mogliśmy znaleźć właściwej drogi. I z tym przeczuciem wróciliśmy do miasta. Nasza drużyna zmalała o kilkanaście żyć. Nie zginęli jednak na marne, gdyż nasza Nadzieja Ludzkości wciąż żyła. <br />Ludzie czekali na nas przy bramie. Z ulgą i nadzieją witały nas zmęczone oczy. Jak gdybyśmy mogli coś zmienić.<br /><br />- Muszę dostać się do piwnicy mojego ojca &#8211; stwierdził Eren po naszych zwiadach odbytych bez rezultatów.<br />Czułem, że powinienem się do niej dostać wraz z nim, nie wiedziałem jednak dlaczego. Przysłaniałem się obowiązkiem pilnowania go.<br />- Chcesz iść tam sam? &#8211; spytałem wtedy. <br />Zobaczyłem w jego oczach ciemność. Takie oczy mają ludzie bojącymi się z własną przeszłością, ludzie z pewnym doświadczeniem, którym nie chcą się dzielić.<br />Zdenerwował mnie, gdy nagle zmienił się w bezsilnego człowieka. Napędzał prawie całą ludzkość w siłę, a teraz stał się bezbronnym, przemoczonym pieskiem.<br />Jednak to było tylko chwilowe. Kiedy tylko wyszedł przed ludzi, znów był ikoną nadziei. W mojej głowie pojawił się podziw.<br /><br />Potrafił zmieniać ludzi. <br />Zdawał się nas łączyć. Wspólnie potrafiliśmy więcej. Widziałem to własnymi oczami. Ciężar strachu opuścił nasze barki. Każdy kolejny ciągnął swego kompana za sobą. Walczyliśmy razem, a nie każdy za siebie. To nam dało większą siłę i pewność siebie.<br /> Nie wyrażałem to w żaden sposób, ale czułem jak zmienia się moja taktyka, mój styl walki. Jak ja się zmieniam. Pomagałem swoim i nie dopuszczałem do siebie myśli, ze kiedyś potrafiłem postawić na podium nie ich życie, a własny sukces.<br />Wziąłem pod uwagę potrzeby innych. To było dla mnie zaskoczeniem, zwłaszcza, że wcześniej polegałem tylko na sobie. To prawda, że ryzykowałem więcej, jednak jego słowa zdawały się mi trwać w głowie nieustannie. Obserwowałem jego działania i dziwiłem się, jak mogą być tak doskonale, skoro jest dopiero początkującym. <br />Na zwiadach byłem dowodzącym, ale to on był dusza walki. Hanji powiedziała, że jesteśmy podobni, bo łączy nas wspólna nienawiść do tytanów. Widać ją, gdy tniemy ich skórę bez wahania i patrzymy na ich dymiące się ciała. Tłumaczyłem się doświadczeniami z życia, ale wiedziałem, że to on miał na nas duży wpływ.<br />Ludzie jednak ginęli na naszych oczach, a pustka po stracie ciążyła mi na żołądku. I nie tylko mi. Odczuwałem ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może to było spowodowane tym, że wcześniej skrywałem w sobie te emocje? A może to po prostu skutki uboczne tych bezbarwnych na razie więzi, które oplotły mój umysł?<br /><br /> Powinniśmy ponownie zamieszkać w odzyskanych murach, postawiliśmy sobie za zadanie i razem brnęliśmy przez jego realizację.<br />Eren w tym czasie musiał dostać się do piwnicy ojca, skąd ludzkość mogłaby uzyskać wyniki jego badań.<br /> Widziałem to w jego oczach. Bał się tam iść, stawiając wówczas czoła przeszłości. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jaki z niej obraz mknął w tych nieobecnych oczach.<br /><br />- Tam jest jego całe dzieciństwo i tam tytan pożarł jego matkę - usłyszałem kiedyś.<br /> Wtedy chciałem mu powiedzieć, żeby nie zgrywał mięczaka (kocham mój telefon, ale przeprawił to na &#8222;kurczaka&#8221; xD), bo każdy z nas widział śmierć. <br />Jednak nie potrafiłem. <br />Stałem się tchórzem.<br />Poszedłem tam z nim, w końcu był pod moją opieką. Im bliżej zdawaliśmy się być do celu, tym bardziej jego wyraz twarzy był nieodgadniony. <br /><br />- Po prostu wejdź tam i pomyśl o tym, co tytani z nami zrobili.<br />Popatrzył wtedy na mnie pustym wzrokiem. W jego głowie tkwiły jakieś zdarzenia, a ja mogłem tylko spekulować, że były związane z tym domem.<br /><br />W rozwalającym się budynku, które cudem jeszcze miało ściany i dach, panował mrok. Przez otwarte okna z pozostałościami szkła, wpadało słabe światło wprost na masę porzuconych papierzysk. Znajdowały się tu też probówki, rysunki tytanów i kartki na ścianach zapisane od krawędzi do krawędzi niezgrabnymi literami.<br /> Eren szedł powoli, ale pewnie, jakby śladem swoich wspomnień, jakby tu już kiedyś był.<br />Sięgnąłem wtedy po jeden z plików kartek na podłodze. Wszystko dotyczyło tytanów i stwierdziłem, ze może jest jeszcze nadzieja.<br /> Tymczasem on zdawał się być w innym świecie. Rozglądał się, dotykał mebli, ścian, obrazów aż w końcu natrafił na skrzynkę probówek.<br /><br />- To to - powiedział wtedy. <br />I to była nasza nadzieja.<br /><br /> Ojciec eksperymentował na swoim własnym synu. To brzmiało okropnie, ale dawało ludzkości siłę do przetrwania.<br /><br />I wreszcie nasze skrywane pragnienia zostały zesłane na ludzkość. Mogliśmy przeciwstawić się tytanom. Mogliśmy. <br />W probówkach znajdowało się DNA tytanów. Jakim cudem je uzyskano - nie wiedzieliśmy. Jeżeli człowiek przyjmowałby go dożylnie przez pewien czas, sam mógłby stać się swoim własnym wrogiem. To brzmiało niedorzecznie, ale było naszą jedyną opcją.<br /> Musieliśmy mieć tylko żołnierzy, którzy potwierdziliby tę niepewną teorię. I znaleźliśmy takich. Zdolni byli zaryzykować własne życie, żeby uratować żywot reszty. To sprawiło, że im zazdrościłem. Chciałem pokazać wszystkim, że jestem na tyle silny, by stanąć z nimi na szali. Chciałem przekonać siebie, że potrafię.<br />Teraz tak dużo myślałem.<br />Dowódca Legionów musiał dostrzec moją irytację, bo powiedział:<br />- Nie pozwoliłbym ci zamienić się w swojego wroga. Wiem jak bardzo ich nienawidzisz.<br />Nic wtedy nie mówiłem, ale on nie wiedział, że byłbym w stanie stać się jednym z tytanów, by tylko ich wybić.<br />I pomścić swoich towarzyszy.<br /><br />_. &#9702; * &#9702; . _ _. &#9702; * &#9702; . _<br /><br /><br /><span style="font-size: 16px">KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ</span>]]></description>
<pubDate>Sobota 24 SierpieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 24 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>(NIE) Zmiennie</title>
<link>http://www.bangbangbang.pun.pl/viewtopic.php?pid=791#p791</link>
<guid isPermaLink="false">791@http://www.bangbangbang.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że osobą która obok niej teraz stoi jest Shin. Czuła w środku rozpierającą radość, miała ochotę rzucić się mu na szyję lecz szybko z tego zrezygnowała. Lecz z drugiej strony, miała wrażenie pustki, ponieważ chłopak ani razu do niej nie zadzwonił a powiedział że to zrobi. Tylko czasem napisał sms'a przeważnie z tą samą treścią &quot; Żyjesz&quot; czy &quot;Co słychać &quot;. Ale nie miała zamiaru mu tego wypominać. Była teraz zbyt szczęśliwa na jego widok by te drobnostki zepsuły jej humor. Zmierzyła chłopaka z góry na dół. <br /><em>No tak, nic a nic się nie zmieniłeś </em><br />- Karin? Mam wrażenie, jakbyśmy się znowu spotkali pierwszy raz.<br />Dziewczyna wstała i otrzepała się, skierowała swoją roześmianą twarz w kierunku chłopaka.<br />-Tak, masz rację.- Zaśmiała się.-&nbsp; Tylko ty w tedy dostałeś książką na dzień dobry. <br />Karin czuła się dziwnie, nie wiedzieli się aż trzy miesiące i nie wiedziała jak ma się zachować.&nbsp; Z zakłopotaniem spuściła głowę w dół bawiąc się kosmykami włosów. <br />-Shin.... co tutaj robisz. Już wróciłeś ze swoim tatą z delegacji ?- Dodała po chwili ciszy.]]></description>
<pubDate>Niedziela 30 Czerwiec</pubDate>
<comments>Niedziela 30 Czerwiec</comments>
</item>
</channel>
</rss>
